Cześć! Mam na imię Nikola i mam..eh, i po co ja to mówię? Jeszcze raz.
Nie o sobie będę bowiem dziś opowiadać, a o osobie, cudownej osobie która zmieniła całkiem moje życie.
Dziewczynie, której zawdzięczam tak wiele, że lista byłaby dłuższa niż zebrane do kupy paragony świąteczne z pobliskiego marketu.
Tak, tak wiem - kolejna nudna historia o wielkiej miłości - pomyślicie sobie pewnie w tym momencie.
Zanim jednak wydacie ostateczny werdykt, i pójdziecie oglądać swój ulubiony sitcom, wysłuchajcie mnie chociaż do końca!
I przygotujcie sobie coś do jedzenia, tak na wszelki wypadek, gdybyście jednak zostali, to będzie długa opowieść.
Opowieść która czasem rozbawi, czasem wzruszy a i niejednokrotnie zmusi do poczynienia refleksji, nad nami samymi, i światem w którym się obracamy.
Opowieść może i prosta, ale na swój własny sposób inna od wszystkich.
Opowieść o szczęściu i tęsknotach, wzlotach i upadkach, miłości i nienawiści.
Historia młodej Ukrainki, imieniem Katya.
A zaczniemy ją, klasycznie, od pamiętnego dnia...dnia kiedy po raz pierwszy ją spotkałam...
....
23 czerwca 2015, Warszawa
Dzień ten nie różnił się zupełnie niczym, od wszystkich innych dni w mieście, wielkiej betonowej dżungli, stolicy Polski.
Korki na drogach jak zwykle przekraczały jakiekolwiek normy, dorośli spieszyli za swoimi sprawami, zupełnie zatraceni w swoich nudnych, poukładanych światach, a dzieci rozbiegły się po placykach i podwórkach, bawiąc się i ciesząc pierwszym dniem tegorocznych wakacji.
Od jednego z tych podwórek zresztą zaczyna się ta historia - przed kilkupiętrowym blokiem, na niewielkim placu zabaw, właśnie toczyła się jakaś wielka batalia - dzieciaki podzieliły się na dwie drużyny i toczyły bitwę na patykowe miecze i pistolety, robiąc przy tym nie mniej hałasu niż prawdziwa armia.
Jedynym wyjątkiem była drobna, najwyżej czternastoletnia blondwłosa dziewczynka, która spokojnie siedziała na ostatniej jeszcze nie zdezelowanej huśtawce i smętnie spoglądała w stronę radosnej hałastry.
- Hej! Hej, Nika! Chodź do nas! - zakrzyknął nagle jeden z chłopców na placu, machając do dziewczyny ręką - Bez ciebie to żadna zabawa..
Nikola, bo tak właściwie miała na imię, pokręciła tylko głową przecząco i przymknęła oczy.
Normalnie pewnie już dawno przyłączyła by się do zabawy i ogólnej radości z powodu zakończenia roku szkolnego, ale dziś było inaczej.
Miała złe przeczucia. I choć sama nie wiedziała właściwie dlaczego, jej instynkt jeszcze nigdy jej nie zawiódł.
Coś miało się stać...a mogło stać się wiele.
Dziewczyna znała bowiem tajemnicę, o jakiej nie śmieli by śnić nawet najbardziej pokręceni fantaści...i w tym momencie żałowała z całej siły że tak jest.
Nie miała jednak okazji długo pogrążać się we własnych myślach, bowiem kilka chwil później wytrącił ją z nich odgłos zbliżających się kroków...
- Powiedziałam już chyba, nie mam dzisiaj ochoty na za...- zaczęła, ze zbolałą minką, jednak urwała szybko, przyglądając się w końcu osobie która się do niej zbliżała.
Dziewczynka musiała być mniej więcej w jej wieku, wyglądała na bardzo zagubioną, zmęczoną i...sprawiała wrażenie jakby w ogóle urwała się z innego świata.
Po chwili wszystko to jednak znalazło swoje wytłumaczenie...
- Ja..ja...przeprasza...ja zgubiłam i nie wie gdzie...- odparła nieśmiało, z bardzo przyjaznym, delikatnym wschodnim akcentem, patrząc na nią z nadzieją w oczkach.
- Ty...Ukrainka, prawda? Chodź, nie bój się - wyciągnęła do niej rękę, przyciągając ją lekko do siebie - Jak ci na imię?
- Katya, ja z Ukrainuu, taak, mój...mój doma..- łzy napłynęły jej do oczu i chwilę później rozpłakała się na całego, wciskając się w ręce Nikoli i drżąc jak młody listek na wietrze.
Było w niej coś...coś innego niż we wszystkich.
Coś ciekawego, intrygującego...niewinnego a zarazem przykrego.
Cokolwiek to było, sprawiło,że zamknięta w sobie całkiem dziewczyna, zaufała jej ot tak, bez niczego, i że - mimo smutnego widoku płaczącej Ukrainki - poczuła się tak dobrze, jak jeszcze nigdy, zapominając momentalnie o tym że jeszcze przed chwilą bała się czegoś okropnie.
Może i właśnie dlatego,bez wahania zdecydowała się po chwili zabrać ją do siebie.
Zresztą pozostanie na placu,gdzie ciekawscy koledzy już przyglądali się z pytającymi minami, nie było zbyt dobrym pomysłem.
Tak i więc Nikola zaprowadziła Katyę do swojego domu, a właściwie mieszkania, znajdującego się w jednym z tych betonowych kloców na osiedlu.
Wnętrze nie było może i luksusowe, ale było tam wszystko czego potrzeba - dziewczyna nagrzała Katyi wodę na kąpiel i wyciągnęła jej jakieś pasujące ubrania ze swojej szafy, a kiedy Ukrainka skończyła kąpiel, poprowadziła ją do kuchni i podała talerzyk ciepłej, domowej zupy.
- Ja..dz..dziękuję, ty dobra, chociaż nie z Ukrainuu..- podziękowała, rumieniąc się lekko, i zabierając się za jedzenie
- To nic takiego, Katya...Katya, tak? Mogę tak do ciebie mówić? - uśmiechnęła się niepewnie, a Ukrainka skinęła głową na ,,tak" - Więc Katya...jak się tu właściwie znalazłaś? Przecież to bardzo daleko..
- Mój..mój domek..
Katya zaczęła więc opowiadać, a była to historia długa, naprawdę długa.
Mówiła o swoim dzieciństwie spędzanym w tajnych kryjówkach, o dobrych banderowcach którzy byli jej jak rodzina i złych Rosjanach którzy napadali jej kraj.
Opowiadała o kalinach i jaworach, domku pachnącym barszczykiem i jabłuszkami, i dziewczynkach w czerwono-czarnych wianuszkach.
O bohaterach, Wielkiej Ukrainie...aż w końcu o swojej pieszej ucieczce, która to właśnie doprowadziła ją aż do Polski.
Choć Nikola miała zaledwie blade pojęcie, o wszystkim o czym mówiła jej nowa koleżanka, słuchała jej z najwyższym zainteresowaniem, co jakiś czas ocierając jej płynące strumieniami łezki, a kiedy w końcu skończyła mówić, nie potrafiła wypowiedzieć ani słowa, by sensownie opisać to wszystko co chciałaby wyrazić.
Jednego natomiast była pewna - nie zamierzała pozwolić malutkiej Ukraince szwendać się samotnie po wielkim mieście, gdzie nie było wcale bezpiecznie, a już szczególnie dla kogoś ,,obcego".
Było jej to zresztą wyjątkowo na rękę - choć Nikola nie mogła narzekać na nudę czy brak towarzystwa, w młodziutkiej Ukraince...w Katyi było coś wyjątkowego.
Coś, co przyciągało ją jak magnes od chwili gdy ją tylko zobaczyła.
Może to była tylko kwestia podobieństwa, a może coś więcej - w każdym razie nie potrafiła jej zostawić.
Katya miała co prawda małe opory, upierając się długo przy jakimś hotelu do którego zmierzała, ale w końcu zgodziła się zostać.
Reszty dnia nie ma sensu opisywać - zleciał on dziewczynkom na kolejnych opowieściach, oglądaniu telewizji i wspólnym rysowaniu, aż w końcu zrobiło się ciemno, i przyszedł czas by kłaść się spać.
Nikola pościeliła swoje drugie, stare łóżko Katyi i opowiedziała jej jeszcze jedną, już ostatnią dziś, wesołą historię, zanim w końcu zrobiła się senna i poszła do swojego łóżeczka, układając się wygodnie.
Nie minęło jednak nawet kilka minut, a poczuła ciepłe, delikatne rączki przytulające ją od tyłu...
- Dobroyi nochi, Nikola...- powiedziała cichutko, z tym swoim słodkim, delikatnym akcentem i po chwili zasnęła
- Dobranoc, Katya..śnij słodko - pogłaskała ją po główce, i otuliła kołderką, układając się w jej objęciach, i jak zawsze odpływając w swoje myśli, tym razem jednak całkiem inne niż dotąd..
...
I tak właśnie się to zaczęło. Do dziś wspominam ten dzień, za każdym razem wzruszając się jak dziecko, i rozpamiętując poszczególne chwile po setki razy.
Ale już koniec, bo znów się nakręcę!
Zachęceni? Mam nadzieję, bo to dopiero początek tej historii.
Ale tymczasem już uciekam, czas w końcu wrócić do życia...i do pewnej słodkiej, pięknej Ukrainki..^^
Cześć!