24 czerwca 2015.
Następnego ranka Nikola wstała wcześnie, cała zlana potem i ze strachem wypisanym na twarzy.
Rzadko miewała koszmary, ale jeśli już się zdarzały, były naprawdę przerażające...nie mówiąc już o tym że wyjątkowo realistyczne, jakby wydarzenia w nich naprawdę miały miejsce.
A może miały..?
Mimo wszystko, gdy zobaczyła słodko śniącą jeszcze obok Katyę, uśmiechnęła się lekko.
Ten widok mógłby ukoić nawet kogoś wiszącego nad bezdenną przepaścią.
Korzystając z tego, że obudziła się wcześniej, Nikola postanowiła wstać i przygotować nowej koleżance dobre śniadanie.
Ubrała się po cichu i wyszła z pokoiku, zabierając się za szykowanie kanapeczek, jajecznicy i cieplutkiego kakao.
- N..Nikola? Nikola..gdzie ty? - zabrzmiał nagle lekko wystraszony głos z sypialni.
- Chwileczkę, Katya - odpowiedziała jej, i kilka sekund później weszła do pokoju z tacką, na której leżały dwa talerzyki z jedzeniem i kubeczek - Dzień dobry i..smacznego.
- Dobryj den, Nikola - przywitała się Katya, tym delikatnym, słodkim głosem, przecierając zaspane jeszcze oczy i zabierając się za jedzenie.
Katya. Młoda, piękna, zagubiona Ukrainka...była jak dar z niebios.
Idealna. Dziewczynki rozumiały się wręcz perfekcyjnie, odczytywały swoje emocje bez pytania, potrafiły rozmawiać i słuchać, tak jakby łączyła je co najmniej kilkuletnia więź.
Nikola myślała o tym cały czas, przy ubieraniu się, śniadaniu i sprawdzaniu porannej poczty, próbując rozgryźć co właściwie tak przyciąga ją do Ukrainki.
Co znaczyły jej sny, wczorajsze przeczucia...aż w końcu sama Katya zauważyła że coś jest nie tak.
- Ty...zmartwiona? Moja wina? - zapytała cicho Ukrainka łapiąc ją za rękę.
- Nie, to nie twoja wina, to tylko..- zaczęła poważnym tonem ale urwała, i spojrzała Katyi prosto w oczy, uśmiechając się delikatnie - Nieważne. Wiesz co? Chodźmy na zakupy, może przy okazji trafimy na jakieś ładne sukienki
- U nas, na Ukrainuu...też sukienki, kwiatuszki...- posmutniała, przypominając sobie swój ukochany dom ale rozchmurzyła się po chwili i chwyciła dziewczynę za rękę, najwyraźniej paląc się już do wyjścia.
Nikola nie zwlekała więc dłużej i obie, z uśmiechami na twarzy wyszły na zalane słońcem podwórko, kierując się tym razem bardziej w stronę centrum miasta.
Nikola znała tą okolicę całkiem dobrze jak na swój wiek więc nie bała się zgubienia drogi, nawet mimo tłoku który panował na ulicach.
Ten zresztą nawet był jej na rękę - wolała uniknąć pytań o Katyę, nie ze względu na siebie ale na nią.
Sama Katya najwyraźniej jednak przejmowała się mniej, całą drogę zasypując Nikolę różnymi opowieściami, pytaniami i zdziwionymi westchnieniami jak to bardzo jest tutaj inaczej.
O dziwo - nikt specjalnie nie zwracał uwagi na dziewczynki.
Aż do czasu..
- Co to takie...Nikola? - zatrzymała się nagle, wlepiając swoje oczka w jeden budynek. A konkretnie drzwi do niego, i ludzi którzy przez nie przechodzili - Kręci...
- To, malutka, są obrot...- zaczęła jej wyjaśniać, ale przerwał jej głośny, zimny śmiech zza jej pleców.
- Żałoosne...co, durna Ukrainko, na tej twojej dziurze nie wiecie nawet co to drzwi, co? - ciemnowłosa, groźnie wyglądająca dziewczyna, podeszła do Katyi i popchnęła ją lekko, śmiejąc się znów, jeszcze głośniej.
Choć była sporo wyższa i szersza od Nikoli, ta nie zamierzała pozwolić by traktowała tak biedną malutką Katyę.
Tymbardziej, że sama, co słychać było w jej akcencie, nie pochodziła stąd..
- A u was, w Rosji, wiecie że istnieją tapety na ścianę? Te śmieszne dywany..- podeszła bliżej, rzucając zjadliwą uwagę i łapiąc Rosjankę za rękę - A teraz zabieraj się stąd, ale już...
Przez moment, krótki moment zdawało się że Rosjanka ją uderzy, ale potem...nagle odskoczyła i oddaliła się szybko, znikając chwilę później za rogiem.
- Nic ci nie jest, Katya..? - spytała Nikola, podchodząc do Ukraineczki i przypatrując się jej z troską.
Była cała i zdrowa.
Niestety całe zdarzenie wzbudziło już małe zainteresowanie przechodniów, więc dziewczyna pociągnęła ją szybko przed siebie aż w końcu dotarły do celu.
Zrobiły małe zakupy do domu, pozwalając sobie na niewielkie szaleństwo w postaci czekoladek, a potem odwiedziły małą galerię, kupując Katyi skromną sukieneczkę w kwiecistym wzorze a Nikoli troszkę krótszą i prostszą, ale równie ładną, po czym wróciły już prosto do domu.
Katya oczywiście od razu chciała się przebrać.
Nikola więc zajęła się przygotowywaniem kolejnego posiłku, nucąc coś cicho, i uśmiechając się do siebie.
Aż nagle..
- Co to takie...? Nikola!
Dziewczyna oderwała się od krojenia chlebka i poszła w stronę skąd wołała ją Katya, a kiedy zauważyła skąd...stanęła jak wryta, blednąc tak że spokojnie zlałaby się teraz z barwą syberyjskiego śniegu.
- P...powinnaś tylko wiedzieć..że nie wolno ruszać, pod żadnym pozorem, nie wolno, Katya...
- Ale powiedz co, chcę wiedzieć! - uparła się Katya i weszła do ciemno oświetlonego pokoju który odkryła.
Chciała tylko się przyjrzeć, nawet nie dotykać jednak...zupełnym przypadkiem trąciła rączką świecący wisiorek.
Efekt był niemal natychmiastowy - na ścianie w pokoiku pojawiły się świecące jasnym światłem linie, pęknięcia, jakby dotknięcie medalionu spowodowało otwarcie przejścia do innego świata.
I tak zresztą właśnie było.
A Nikola dobrze to wiedziała.
Kiedy już otrząsnęła się z pierwszego szoku, złapała Katyę za rękę i spojrzała na nią lekko wystraszonym wzrokiem.
- Chodź, coś ci pokażę...- powiedziała i wprowadziła ją we w pełni otwarte już przejście, które zniknęło po chwili, zostawiając pokoik w takim samym stanie w jakim był przedtem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz